Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 3 kwietnia 2020 imieniny: Pankrecego, Ryszarda

Już niedługo

Nigdzie się nie wybieraj... Siedź spokojnie w domu i oglądaj telewizję, albo czytaj książki :)
Dodaj wydarzenie
Zobacz wszystkie

Reklama

Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Na skróty

Felietony

Rzeczywistość kontra świat wirtualny, czyli trochę o spotterach

Michał Maliszewski   
środa, 18 września 2013 06:00

Wychodzący z monitora ludzikSpotted Radzyń Podlaski, Spotted I LO, Spotted ZSP – to tylko trzy wybrane profile na których użytkownicy portali społecznościowych rozsyłają informacje o tym co widzieli w danych miejscach.

Moglibyśmy się cofnąć myślami w czasie do świata, w którym nie było komputerów, jednak myślę, że wystarczy nam 10 lat wstecz. Prosta sytuacja – widzimy na ulicy kobietę, która wpada nam w oko. Mamy wtedy dwa proste wyjścia – wykorzystamy szansę, podejdziemy i zagadamy, lub przejdziemy obok oglądając się tylko z żalem w sercu. Wracamy do dzisiejszych czasów w których występuje ta sama sytuacja. Podejść i zagadać – wygląda to na bardzo desperacki krok, więc wracamy do domu (nadal z żalem w sercu, lecz z nutką nadziei w duchu) odpalamy komputer, przeglądarka wita nas facebookiem, wyszukujemy profil „Spotted Radzyń Podlaski”, bo przecież widzieliśmy ją w mieście i piszemy „Piękna jasnowłosa istoto, mijaliśmy się przy Placu Wolności o godzinie 14.00 odezwij się jeśli chcesz poznać chłopaka, który się do Ciebie uśmiechał”. Proste? Proste, ale czy lepsze? Nie wiem.

 

Jak w wakacje dorabiają młodzi radzyniacy?

Anna Małoszewska   
czwartek, 15 sierpnia 2013 06:00

call-centerNa ulubioną płytę, na studia, nowe ubrania, a nawet i na egzaminy warunkowe. Nie dla wszystkich wakacje oznaczają odpoczynek. Młodzi mieszkańcy Radzynia i okolic dorabiają sobie na różne sposoby i w różnym celu.

Sylwia pracowała przez dwa tygodnie przy zrywaniu wiśni. Od 8 do 18. Była zmęczona, po powrocie do domu szybki prysznic i o 20 spała jak niemowlę, któregoś dnia przesiliła sobie nogę, ale dzisiaj jest bardzo zadowolona.  Za kilogram zerwanych wiśni zarabiała 50 groszy. Zerwać 100 kg przez dzień to nie był taki duży problem, czasem udawało się i 120. Sylwia cieszy się, bo udało jej się zarobić blisko 800 złotych. Ma zamiar odłożyć je sobie na konto.

 

Rozmyślania odpustowe

Anna Małoszewska   
czwartek, 25 lipca 2013 23:17

cmentarzMamy 26 lipca, a więc odpust w radzyńskiej parafii p.w. Św. Anny.

Dla wielu ludzi jest to okazja do zarobku. Na parkingu przycmentarnym rozstawiły się stoiska od różnej matki. Ludzie, którzy przyjadą na odpust, by zapalić bliskim świeczkę, idąc na cmentarz, będą mijać stragany nie tylko z kwiatami i zniczami, ale i lodami, ubraniami, dziecięcymi zabawkami, petardami, balonikami, płytami, czyli "mydłem i powidłem".

Nie jest to handel nielegalny, bo plac dzierżawi Urząd Miasta, a więc chcąc wystawić stoisko, należy uzyskać zezwolenie.

Należałoby się zastanowić, czy gdy idziemy na cmentarz i zatrzymujemy się przy straganie, by kupić jakąś bzdurkę, zachowujemy się w porządku? Czy nie lepiej zostawić parking przycmentarny dla kwiatów i zniczy?

 

Szanuj zieleń

Anna Małoszewska   
czwartek, 18 lipca 2013 08:50

Szanuj zieleń?Leśne wysypiska śmieci nie są niczym nowym. Nadal jednak zaskakują. Tak wygląda las w Maryninie.

Postanowiłam zrobić tylko tych kilka zdjęć, bo jeśli byłoby ich więcej, na każdym powtarzałoby się to samo. Połamane wiadro, opony od samochodów, potłuczone szkło, plastikowe butelki, całe worki ze śmieciami, kartki, opakowania po papierosach... I mogłabym tak wymieniać i wymieniać w nieskończoność. Szanujmy zieleń, bo potykanie się o śmieci w zasadzie co krok, w miejscu, w którym być ich nie powinno, woła o pomstę do nieba… Być może trochę pomoże wprowadzona niedawno "ustawa śmieciowa". Może nikomu nie będzie opłacało się już wywozić śmieci do lasu? Może... Mam nadzieję...

 

Wspomnienia zza granicy

Anna Małoszewska   
sobota, 06 lipca 2013 13:27

MoskwaUla i Dorota. Dzieli je kilka lat, ale łączy to, że opuściły Radzyń i wybrały życie za granicą. Jedna na krócej, druga na dłużej. Obie już wróciły i zgodziły się opowiedzieć o wrażeniach.

Ula: Spontaniczna decyzja

- Najbardziej tęskniłam za kuchnią mojej mamy zwłaszcza, kiedy była Wielkanoc i rozmawiałam z rodziną przez Skype, oni pokazywali mi pyszne dania (mięso w Rosji jest dużo droższe), a my musieliśmy się zadowolić resztkami konserw, które nam zostały jeszcze z Polski.

Decyzję o wyjeździe do Moskwy podjęła na początku drugiego roku studiów. Spontanicznie złożyła podanie, kiedy pojawiła się informacja o stypendium. Wyjechała w marcu, razem z koleżanką z roku. Zaraz po wejściu do autobusu okazało się, że jadą z nimi jeszcze trzy studentki z innego uniwersytetu.

 

U cioci na imieninach czyli nieprawdopodobne acz prawdziwe przypadki niejakiego Grota.

Janusz Maliszewski   
poniedziałek, 17 czerwca 2013 00:37

Janusz MaliszewskiDawno, dawno temu żył sobie rycerz.

Historia trochę smędzi, więc do końca nie wiadomo, czy pro publico bono dał odpór wrażym siłom, czy też zarąbał kogoś, czy otruł. Tak czy tak, zasłużył się na tyle, że  nagrodzony został sporym kawałem ziemi na niespokojnym pograniczu z Księstwem Litewskim. Ze zwyczajowym załącznikiem – paroma setkami przodków przyszłych obywateli i obywatelek RP. Pogonił towarzystwo do roboty, położył zręby pod solidne grodziszcze i – jakże szybko - przyszło żegnać się z doczesnością. Rzecz jasna, z nadzieją, że na Sądzie Ostatecznym Pan doceni zasługi i to właśnie Grotowe imię wymienione będzie jako jedne z pierwszych.

A tu po paruset latach (a cóż to jest wobec wieczności?) nadzieja prysła, jak bańka mydlana. Imię zacnego rycerza zaczęto szarpać i tyrpać; zaczęto nim szermować, jubileuszyć, ideologizować i stawiać na piedestał. Do tego stopnia, że w mieście, co powstało na szczątkach pradawnego grodziszcza i co niejedną nawałę przetrzymało, Grota imieniem nazwano magazyn! I to aż dwojga zastosowań: społeczny oraz kulturalny.

 

Czym się różni gówność gówna psiego od gówna ludzkiego?

Mariusz Szczygieł   
czwartek, 18 października 2012 09:24

Dowód rzeczowy...No i wlazłem wczoraj...

Nie wiem dokładnie gdzie, bo ciemno było, ale poczułem ten balast po kilku minutach w samochodzie. Wiem tylko, że na pewno było to na trawniku przed moim blokiem. Musiałem komicznie później wyglądać, stepując w kałużach na Warszawskiej, jak Geen Kelly w "Deszczowej piosence". A i tak zostało...

- Czy nie można tego zbierać po swoich ulubieńcach? Przecież to zaraza. Czym się różni gówność gówna psiego od gówna ludzkiego? A jakbym ja tak zaczął walić kupy po trawnikach, w piaskownicach i podcieniach, arkadach? Sadzać stolce na betonie, chodnikach, srać na skwerach? Muszę kupić wiatrówkę! - to Adaś Miauczyński w "Dniu świra". Ma chłop całkowitą rację.

Dlaczego drodzy sąsiedzi (radzyniacy) nie zabieracie ze sobą kup swoich pupili?

 

NA DZIEŃ NAUCZYCIELA – KOLEŻANKOM I KOLEGOM – LAURKA Z DOMIESZKĄ IRONII

Andrzej Kotyła   
niedziela, 14 października 2012 10:21

WawelDrogie Koleżanki i Koledzy Nauczyciele!

Z okazji Dnia Edukacji Narodowej życzę Wam wszystkiego najlepszego: najlepszych szefów, najlepszych uczniów, najlepszych pensji, najlepszych programów nauczania, najlepszych wizytatorów z Kuratorium Oświaty (kiedyś było: "i Wychowania"), najlepszych rodziców Waszych uczniów, najlepszych papierów do napisania i wypełnienia, najlepszych Organów (Nadzoru Pedagogicznego), najlepszych matek, żon i... czego tam sobie życzycie, najlepszych ciucholandów, najlepszych psychiatrów, którzy w wielu wypadkach nie wyłączając mojego mogą, po trzydziestu latach w zawodzie, być pomocni, najlepszych emerytur, najlepszych cmentarzy, najlepszych – sami sobie dopiszcie!

Acha, jeszcze życzę Wam, aby zawód Wasz nie był dla Was zawodem (ale dużo zaimków, co nie?).

 

Niepowtażalne ujęcia w damskich bluskach

Mariusz Szczygieł   
niedziela, 19 sierpnia 2012 00:04

Bluski damskieTo nie pomyłka. Tytuł został napisany w ten sposób celowo i został zaczerpnięty z naszej małej, lokalnej, radzyńskiej rzeczywistości.

"Bluski damskie" już dawno zniknęły z witryny jednego ze sklepów, ale "niepowtażalne ujęcia" w dalszym ciągu zapraszają potencjalnych klientów. Nie napiszę gdzie, bo będzie to czarny PR. Może właściciel zorientuje się po przeczytaniu tego tekstu i sam zmieni. 

Jestem pod wrażeniem byków jakie możemy spotkać w Internecie i w realnym świecie. W Sieci oczywiście o nie znacznie łatwiej, a i upomnień żeby pisać poprawnie już chyba też mniej... W realu za to błędy ortograficzne wydają się bardziej dotkliwe. Śmialiśmy się kiedyś ze słynnego "Nie chcem, ale muszem", ale dzisiaj nie jest już raczej do śmiechu. Zaraza się szerzy, a Polacy dają już chyba za wygraną. Oto kilka przykładów.

 

Czy to już wojna? (reklamowa)

Mariusz Szczygieł   
piątek, 13 lipca 2012 08:50

Montaż (a w zasadzie demontaż) lawetyJak agresywna może być kampania reklamowa pokazuje nam otwarty niedawno w Radzyniu sklep jednej z ogólnopolskich sieci RTV AGD. 

Czerwono - żółte billboardy pojawiły się na każdej prawie ulicy miasta. Ba! Nawet w przydomowych ogródkach wyrosły żółte tabliczki z czarną strzałką. Dojazd do sklepu oznakowano lepiej niż niejedną ulicę. Wszystko wydaje się fajnie, ale... Pomijam fakt estetyczny ustawiania billboardów w każdym wolnym jeszcze ogródku, bo nikomu się nie przelewa, a dodatkowy grosz zawsze się przyda. Skąd jednak pomysł, by ustawić taką reklamę w ścisłej strefie konserwatorskiej? Wiem, że doskonałe to miejsce, bo każdy przyjezdny spoglądając na pałac Potockich musi także zwrócić uwagę na krzykliwe kolory, ale bez przesady... Pytam - Kto na to pozwolił? Bez pozwolenia konserwatora zabytków pierdnąć (za przeproszeniem) nie można w centrum Radzynia, a pod samym pałacem wyrasta 5-metrowa plansza? No coś tu jednak jest nie tak...

 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 4 z 12