Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 18 listopada 2017 imieniny: Aniela, Klaudyna, Roman

Już niedługo

W najbliższym czasie nie ma żadnych imprez.
Dodaj wydarzenie
Zobacz wszystkie

Reklama

Rozkład jazdy autobusówOgłoszeniaImprezy i wydarzeniaCeny paliw

Na skróty

Oj Legio, Legio...

Jakub Płecha   
środa, 23 listopada 2016 08:00

LegiaJak się ma 30 mln do 110mln? Walka Don Kichota z wiatrakami? Nie inaczej.

Nie od dziś wiadomo, że do tegorocznej edycji Ligi Mistrzów po dwudziestu jeden latach zawitał polski zespół – Legia Warszawa. Oczywiście jej wyniki pozostawiają wiele do życzenia, ale Szanowni Czytelnicy czego mamy się spodziewać po polskiej piłce nożnej?

Jak to się mawia w kuluarach „Oglądam polską piłkę nożną dla beki”. Czas obalić to stereotypowe myślenie. Przypomnę, że zanim stołeczny klub dostąpił zaszczytu LM w rundzie play-off musiał się zmierzyć z FC Dundalk. Pierwsza myśl większości kibiców – „Co to... jest? FC co?”. Tutaj byliśmy świadkami pierwszego internetowego hejtu, ale to nie koniec, o nie. Mianowicie większość kibiców twierdziło, że jeśli stołeczny klub przegra, to będzie wstyd na całą Europę i polska piłka nożna nie ma czego szukać w LM. Los chciał, że tak się nie stało i co? LEGIA W LIDZE MISTRZÓW! Ale zaraz, nie cieszycie się? No co z wami? A faktycznie zapomniałem o najistotniejszej sprawie: jeżeli jest źle to znaczy, że jest źle, a jeżeli jest dobrze, to też jest źle. Taki paradoks, ale takie jest polskie społeczeństwo.

No bo przecież Legia wygrała z jakimiś „cieniasami” FC niewiadomoco, gdyby to był inny klub to by nie weszli.

Legia po trzech meczach w LM miała zerowy dorobek punktowy i bilans bramkowy 1:13. Nie ma co się dziwić, przecież nasza ekstraklasa jest „100 lat za...”. W Internecie na każdym kroku można było odnaleźć memy ośmieszające polski klub. Polscy kibice otwarcie drwili ze stołecznej ekipy i utwierdzali się w przekonaniu, że LM nie jest dla polskiego klubu. Nikt nie zwrócił jednak uwagi na mały szczegół. Mecz z Realem Madryt na Santiago Bernabeu zakończony wynikiem 5:1 - dla Królewskich oczywiście. Milo Radović strzelił pierwszą bramkę dla polskiego klubu po dwudziestu jeden latach. Mimo dramatycznego wyniku trzeba podkreślić jedną rzecz. Były momenty, kiedy Legia dominowała na boisku, grając z zeszłorocznym triumfatorem tych rozgrywek, jak równy z równym.

Czas na rundę rewanżową - zdarzył się cud, inaczej tego nie da się nazwać. Na początku rozgrywek remis z Realem był tak samo „realny”, jak 5 lat temu 15 miejsce Polski w rankingu FIFA. Oczywiście negatywny odzew internautów był błyskawiczny, przecież powinni wygrać. Mimo tego że przegrywali u siebie przy pustych trybunach 2:0 a Bale strzelił bramkę w pierwszej minucie, Wojskowi się podnieśli i nawet wygrywali! Ale jak wiadomo Polakowi nigdy nikt nie dogodzi. Ciekawostka ze spotkania Legia-Real: wartość składu Legii to warszawiacy rozegrali wspaniałe spotkanie i w pełni zasłużyli na remis. Brawa za samą wolę walki na pewno się należą.

Następnie Legia rozegrała mecz w Dortmundzie z Borussią. (Pierwszy mecz 6:0 dla Niemców). To był dla mnie szok, kiedy włączyłem telewizor, a Legia prowadziła (niestety tylko pięć minut). Po paru minutach warszawski klub przegrywał 3:1 i nagle... Legia strzela ponownie! Grad bramek, niestety warszawiacy przegrali 8:4. Co teraz? Na początku drwina a potem... Mecz ze Sportingiem. Mały apel na sam koniec: Legio, pokażcie, że potraficie walczyć o swoje i zamknijcie usta wszystkim niedowiarkom!

Zawalczcie o swój honor - Legio, Legio...do boju!

 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.