
Komentarze
- Zjadł kolację, założył cudze skarpetki i zasnął
Ktoś spał w moim łóżku powiedziała pani Misiowa. A kto nie spał westchnął pan Miś. Musisz przy dziec...
- radzyniak13 - Zjadł kolację, założył cudze skarpetki i zasnął
Złotowłosa i trzy misie. Ktoś jadł moją owsiankę. Ktoś śpi w moim łóżku.
- sirHris - Trwają zapisy na szkolenia chemizacyjne. Zobacz u ...
Chemia w rolnictwie i żywienia to postęp. Podobnie jak inżynieria genetyczna. Dzięki nim żywność jes...
- niepokorny - Ile dotacji dla organizacji?
Czas na modernizację stadionu miejskiego w Radzyniu Podlaskim!!! Zadaszoną główną trybunę wraz z szt...
- sportek - Zimowe utrzymanie miasta kosztowało już 600 tysięc...
Chodniki ul Warszawska od Lidla do "sygnalizacji" Czy to nie jest Miast Tragedia na chodniku (ślisko...
- 1410
Kupiłem sobie piwo w zwrotnej butelce... |
| Jakub Jakubowski | |||
| czwartek, 13 stycznia 2011 21:58 | |||
Po paru dniach na kolejne zakupy zabrałem ze sobą opróżnioną butelkę z nadzieją odzyskania 35 groszy i podniecony świadomością jak dobrze czynię. W Punkcie Obsługi Klienta zostałem poinformowany, ze butelki oddaje się "na sklepie". W pośpiechu przejechałem alejami zbierając z półek zaplanowane zakupy. Mijając ostatnią aleję z piwem uznałem, że umknął mi gdzieś punkt zwrotu szkła więc dopytałem u kasjerki. Okazało się, że owszem - mogę oddać, ale okazując paragon dowodzący zakupu butelki. - Droga Pani - nie ukrywałem swego zdziwienia - ja piłem piwo, nie pilnowałem paragonu!? W odpowiedzi usłyszałem, że nie można przyjąc bez paragonu, bo na kasie byłyby minusy. Co z tego, że takiego piwa w Radzyniu nie sprzedają nigdzie indziej - więc musiało być kupione tu. Co też kogo obchodzi, że taki frajer z butelkami - jak ja - pojawia się może raz w tygodniu? (potwierdzone z rozmowie) - Skoro tych butelek nikt nie zwraca to nie minusy a same plusy ma pani na kasie - zagajam. - A pan chce tylko oddać tę butelkę? - słyszę pytanie za pytanie. - Tak! - odpowiadam. - No to proszę dać. Oddałem, butelka trafiła pod ladę. 35 groszy nie odzyskałem, ale chociaż ten dobry uczynek... Na odchodne mówię: - Więcej chyba tygodniowo butelek w rzece ląduje, niż wraca do was do sklepu, co? - Chyba tak - odpowiada kasjerka i tym samym kończę przygodę z kupowaniem piwa w marketach. Następnego dnia rankiem - podczas spaceru z psem - poszedłem nad Białkę. Widok dramatyczny. Butelki w zaroślach, pod wodą, na brzegu, na śniegu. Nic dziwnego - pomyślełem - skoro w komplecie ze szkłem do sklepu trzeba przynosić papierek. A może po prostu nasi ojcowie i matki byli zbyt głupi, aby wychować nas na frajerów, którzy zwracają butelki do sklepów?
|








Komentarze