Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 7 grudnia 2022 imieniny: Agata, Ambroży, Marcin

Reklama

Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

GIĘTKI JĘZYK DOKTORA JARMUŁA

Andrzej Kotyła   
piątek, 18 stycznia 2013 07:00

Stanisław Jarmuł i Andrzej Kotyła podczas Studniówki w 1992 roku22 stycznia 2013 r., w 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego, społeczność tejże placówki świętować będzie 50. rocznicę nadania jej imienia oraz uczci pamięć wieloletniego jej dyrektora, dra Stanisława Jarmuła, który kierował  radzyńską „Jedynką” ponad 40 lat.

Dziś, z okazji zbliżających się w Szkole Podstawowej nr 1 im. Bohaterów Powstania Styczniowego w Radzyniu Podlaskim uroczystości, garść cytatów Mistrza zaświadczających o ogromnej ekspresywności i lapidarności Jego języka a zarazem o tym, jak nietuzinkowa – rzekłbym – charyzmatyczna była to osobowość.

DO UCZNIÓW:

W sytuacji, gdy uczeń coś przeskrobał: Halo, halo… proszę do mnie! Lub: Ja cię rozumiem, ale przyjdź z ojcem!

Gdy uczeń wywołany do tablicy milczał z powodu totalnej niewiedzy: Dobrze zacząłeś, mów dalej. Lub, gdy uczeń coś tam mówił: Pleciesz głupstwa podniosłym tonem.

W latach 60., gdy chłopców obowiązkowo strzyżono „na króciutko”: Im dłuższe włosy, tym krótszy rozum.

Podczas lekcji historii, kiedy Mistrz, chodząc całą godzinę po klasie, zakończył wykład o starożytnej Grecji: I w ten sposób, moi mili, doszliśmy do Rzymu.

W ramach pogadanki ekologicznej przez szkolny radiowęzeł: Nie podoba ci się żaba? A myślisz, że ty się jej podobasz?

Także przez radiowęzeł, gdy ktoś zdewastował szkolny „gabinet” WC: Jeśli nie wiesz, jak się korzysta z ubikacji, przyjdź, poproś, pokażę ci!

DO NAUCZYCIELI:

Podczas posiedzenia rady pedagogicznej: Mamy być szkołą twórczego niepokoju. Lub: W szkole każde miejsce i każda chwila służyć ma wychowaniu.

W pokoju nauczycielskim, do którego zwykł był wchodzić w sekundę po dzwonku na lekcję: Pociągnięcie papierosa po dzwonku na lekcję jest poważnym wykroczeniem przeciwko obowiązkom służbowym.

Kończąc rozmowę z nauczycielką, która w gabinecie Szefa próbowała przeforsować projekt sprzeczny z Jego koncepcją: Może pani mieć swoje zdanie, ale zrobimy tak, jak ja mówię.

DO MNIE:

Po pierwszej hospitacji, gdy ogromnie zadowolony z siebie wszedłem do gabinetu Szefa na tzw. omówienie lekcji: Wszystko wskazuje na to, że kiedyś, być może, będzie pan dobrym nauczycielem.

Gdy w roku 1984 krygowałem się przed objęciem funkcji komendanta obozu harcerskiego: Proszę pana, w pańskim wieku Cyrankiewicz był premierem!

Gdy odwiedziłem Pana Dyrektora w szpitalu podczas Jego poważnej i nagłej choroby, po wcześniejszej prośbie o zamknięcie drzwi: Niech mnie pan stąd zabiera, oni nie chcą ze mną współpracować. Pan wie, że ja jestem trudny; pan też nie jest łatwy… i za to pana cenię.

Gdy regularnie odwiedzał mnie podczas moich środowych popołudniowych dyżurów dyrektorskich: Panie Andrzeju, zanim zdecyduje pan, czy zrobić mi herbatę, muszę coś panu powiedzieć. Starsi panowie udzielają dobrych rad, kiedy już sami nie są w stanie świecić złym przykładem. Myślę, że to panu wystarczy.

DO MNIE „NA UCHO”:

W czasie przemówienia jednego z radzyńskich notabli podczas uroczystości rocznicy Września pod pomnikiem, wówczas „Walki i męczeństwa”: Zdobył już Wał Pomorski, niedługo dojdzie do Berlina i będziemy mieli to z głowy.

W czasie innego przemówienia, zdaje się, w rocznicę tzw. zwycięstwa nad faszyzmem: Dobrze, bo krótko.

 

Zadanie domowe:

Pan Dyrektor Jarmuł wychował wiele pokoleń radzynian. Może ktoś pamięta i zacytuje inne „perełki językowe” Jego autorstwa?

Post scriptum:

Mistrz nie był nałogowym palaczem, ale czasem, dla towarzystwa, zdarzało mu się wypalić jednego papieroska, którym zazwyczaj ktoś Go poczęstował. Gdy kiedyś zapytałem Go – w zasadzie żartobliwie – czy popala w domu, odrzekł: Zapalę czasem jednego, jak żona pozwoli. Ciągnąłem dalej w swej dociekliwości: A co, jeśli Pani Eugenii nie ma w domu? – Wtedy nie palę, bo nie mam kogo zapytać. –  odrzekł z właściwą sobie swadą.

 

Komentarze  

 
#1 komentarzJerzy Kułak 2013-01-18 10:31
Podczas gdy pełniłem funkcję starosty radzyńskiego Pan Stanisław odwiedzał mnie czasami. To były bardzo miłe spotkania, głównie ze względu na wielką elokwencję Pana Stanisłwa. Kiedy przesympatyczna sekretarka Pani Agnieszka podawała kawę zapytała Pana Stanisława "Czy Pan słodzi?", naco Pan Stanisław odpowiadał "W gościach słodzę".
 
 
#2 Serdeczne dzięki...akotyla 2013-01-18 11:28
W tym momencie przypomniałem sobie nieco dalej idącą maksymę pana dyrektora Jarmuła - w kontekście tematyki poruszonej przez szanownego pana Jerzego: "Ludzie dzielą się na kulturalnych i na tych, co słodzą" - zwykł był mawiać żartobliwie mistrz.
 
 
#3 RE: GIĘTKI JĘZYK DOKTORA JARMUŁAkub100 2013-01-18 15:26
"Samo dziecko, samo" to zawsze powtarzał, jak ktoś coś podpowiadał odpowiadającemu na historii :)
 
 
#4 dyrektorbolo2 2013-01-18 19:05
:roll: ja pamiętam jak sprawdzał rano czy wszyscy uczniowie mają tarcze ,czapki i berety oraz kapcie.jak ktoś narozrabiał to łapał go z tyłu za kark szyi i ściskał.pseudonim miał BYCY. :sigh:
 
 
#5 A czy tak też nie byłoyzzum 2013-01-18 19:52
To może ja kilka zdań o szkole której ten fajny miły pan przewodził pierwsza połowa lat 80. Pani od geografii zwraca się do uczniów "wy cielątka,matoły hołota" pan od zajęć praktycznych, notabene zastępca tego dobrotliwego pana, znany był z tego że tłukł uczniów m. in w głowę i wysyłane były do niego wszystkie krnąbrne dzieci w celu wymierzenia kary. Pani od matematyki tak samo znana z ciągania za włosy i pejsy. tylko kilka i to nieodosobnionych przykładów i każdy kto chodził w latach 70 i 80 -tych może sypać nimi jak z rękawa. Wydaje mi się że to wszystko działo się za wiedzą i aprobatą tego pedagoga jak to pan nazwał "Mistrza".
 
 
#6 proszę...akotyla 2013-01-18 20:17
pomówmy o języku...
 
 
#7 do yzzumkamcia 2013-01-18 20:23
Całkowicie się z Tobą zgadzam. Ja również chodziłam do jedynki w połowie lat osiemdziesiątych.Dorzucam jeszcze przykład Pani od fizyki,która potrafiła nieźle zwymyślać uczniów,pani C. na świetlicy to już był horror.... ci którzy chodzili na pewno pamiętają.Pomimo to wspominamy te czasy z sentymentem,gdyż jest to okres naszego dzieciństwa.
 
 
#8 MISTRZ??ODIN 2013-01-18 21:41
pamiętam jak "MISTRZ???" ścisnął mnie boleśnie za rękę w okolicach łokcia, krwiak nie schodził mi przez tydzień. wszystko to za to, że wpadłem na Mistrza na schodach w czasie przerwy. na następnej lekcji Mistrz był łaskaw odwiedzić mnie w klasie wywołując na środek i publicznie udzielił nagany za ten okropny występek. nie wiem dlaczego tak mnie potraktował, może wpadając na niego na schodach trafiłem Mistrza w czułe miejsce??
sumując, dla mnie ów starszy jegomość zawsze kojarzył się z okropnym tyranem i despotą. do dziś przypominam sobie ten dreszcz i uczycie, że kupa jest blisko, gdy z radiowęzła padały słowa: HALO UWAGA MÓWI DYREKTOR SZKOŁY.
a jak z zaskoczenia wchodził do klasy to palpitacja serca łapała nie tylko mnie ale każdego bez wyjątku, łobuz czy kujon!
 
 
#9 RE: GIĘTKI JĘZYK DOKTORA JARMUŁAradzyniak13 2013-01-19 00:22
To samo było w szkole 2 kto pamięta Plumę od matematyki? potrafiła tłuc głowa ucznia który czegoś nie rozumiał o tablicę.
 
 
#10 RE: GIĘTKI JĘZYK DOKTORA JARMUŁAobserwator_rzeczywistosci 2013-01-19 02:38
Pluma to raz, Haraszkiewiczowa od biologii to dwa - potrafiła ucho naderwać uczniowi. Parę innych nazwisko też by się znalazło. Ale mimo wszystko te czasy wspomina się z sentymentem, i nie mam o to żalu to żadnego z nauczycieli. Wole takich nauczycieli, którzy potrafili pokazać swoje miejsce w stadzie, niż to co się dzieje dzisiaj - np. zakładanie kosza na śmieci na głowę nauczyciela w trakcie lekcji itp - 10-15 lat temu kompletnie nie do pomyślenia.
 
 
#11 aco do językaobserwator_rzeczywistosci 2013-01-19 02:43
a co do języka, to wprawdzie nie SP1, ale SP2 i np. Pan Białucha od historii i jego "Piełsudski", "gienerał" itp - wtedy śmieszyło, dziś wspomina się z ogromnym sentymentem.
 
 
#12 RE: GIĘTKI JĘZYK DOKTORA JARMUŁAPianq77 2013-01-19 12:25
a ja pamiętam, że autor artykułu zwykł mawiać, że: "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu"
 
 
#13 Dyrektor TchórzewskiNeta 2013-01-19 20:29
W SP2 był Pan Dyrektor Tchórzewski, który do swoich podwładnych bez względu na płeć do zwracał się: Panie. Kiedyś, podczas apelu (bodaj z okazji zakończenia roku szkolnego), wymieniając osiągnięcia uczniów i opiekujących się nimi nauczycieli, m.in. w konkursach przedmiotowych, powiedział: "(...) Mamy także duże osiągnięcia z przedmiotów humanitarnych". Pan Tchórzewski był także "specjalistą" od historii w klasie VII. Historyk uczył w klasach IV-VI i w klasie VIII, ale w VII klasie uczył Pan Tchórzewski. Najlepsze było jednak to, że nawet wówczas, gdy historyk był wychowawcą to Pan Tchórzewski potrafił zabrać na rok historię(w VII klasie), żeby w VIII klasie z powrotem ją zwrócić. Wychowawca-historyk wychowawcą pozostawał przez pięć lat, ale w VII klasie historii nie uczył.
 
 
#14 O tak dyrektor TchórzewskiRogazzo 2013-01-20 22:44
Towarzysz dyrektor Tchórzewski był ogólnie fajną postacią. Te niezapomniane apele, na których upajał się chyba swoim głosem i dosłownie opluwał mikrofon, że nie wiadomo było potem jak go wziąć do ręki. Te poranne sprawdzanie tarcz, czapek, juniorków i fartuszków przed lekcjami. Te odczytywanie listy uczniów przed rozpoczęciem pochodu z okazji 1 – ego maja i grożenie naganami za nieobecność. A już najlepszy był, razem z p. Białuchą zresztą, przy okazji konkursu wiedzy o patronie szkoły tow. gen. Świerczewskim. Piany dostał dosłownie po przeczytaniu mojej pracy. Miałem wizytę w jego gabinecie, obniżoną ocenę z historii i co się nasłuchałem to moje (śmiałem napisać niepochlebne opinie na temat Świerczewskiego).
A co do „Plumy” to nie zapomnę, jak chciała kolegę wytargać za ucho, a ponieważ chłop miał ponad 1,8m to nie mogła dostać, więc podskakując krzyczała „Schyl no się!”. Haraszkiewiczowa z kolei przy całej klasie spoliczkowała dzienniczkiem kolegę z ławki. Mało co wówczas od niego nie dostała. Mocno się przestraszyła, oj mocno. Pamiętam też jak złapała jakiś kajtków z 1, 2 klasy za to, że biegali po korytarzu w czasie przerwy i uderzała ich nawzajem głowami, wydzierając się przy tym na nich. „Metody wychowawcze” 1 klasa. Fakt jednak faktem, że cisza u niej na lekcji była, jak makiem zasiał. I niewyobrażalne było, żeby ktoś przeszkadzał w lekcjach.
 
 
#15 o językukrytyk 2013-01-21 08:41
Ja też nie mam najlepszych wspomnień z podstawówki, kiedy swą kadencję sprawował "Bycy"; język tego pana na szczęście miałam okazję słyszeć jedynie przez tzw. radiowęzeł na nudnych jak flaki z olejem apelach, gdzie wszyscy pod okiem czujnych nauczycieli stali na baczność - coś w rodzaju "Wielki Brat Patrzy". Język tego pana kojarzył się z przemówieniami I sekretarza. A z przykładów podanych przez Pana wynika (może z nielicznymi wyjątkami), że "bohater" artykułu miał styl protekcjonalny, dający odczuć rozmówcy, że jest kmiotkiem niegodnym wiązać przysłowiowego rzemyka u sandałów. Z cała sympatią, Panie Andrzeju, trudno o ciepłe słowa o osobie, która wobec uczniów ciepłą z pewnością nie była.
 
 
#16 Dzięki...akotyla 2013-01-21 09:15
...za wszystkie komentarze, choć niektóre doprawdy odbiegły daleko od tematu. Inne zaś dowodzą, jak dolegliwą i długotrwałą może być trauma szkolna. Pozdrawiam niepocieszony z powodu braku pretekstów do dialogu.
 
 
#17 do akotyła.wagabunda 2013-01-21 11:20
cóż, wyszło na to, że pan jarmuł nie dla wszystkich był mistrzem, co chyba dziwić nie powinno, czyli kłania się stara prawda, że punkt widzenia często gęsto zależny od miejsca siedzenia.
a pańska złośliwość (ta trauma) zupełnie nie na miejscu - nie przystoi - nie ma co się na byłych uczniów obrażać. i raczej winien być to przyczynek do refleksji, że wcale nie było tak wspaniale jakby się mogło, z pozoru, wydawać.
pozdrawiam serdecznie.
 
 
#18 Pani StepulakowaNeta 2013-01-22 13:13
Pani Stepulakowa, tzw. Pluma może i była trochę porywcza (czasami rozumiałam jej zdenerwowanie, bo ile razy można powtarzać, że 2+2=4, a nie 5, a uczeń dalej swoje), ale jednocześnie była jedyną matematyczką, która potrafiła wytłumaczyć tak, że uczeń nie tylko zrozumiał, ale i się nauczył. Mam wykształcenie humanistyczne, a humanistyka jest moją pasją, ale do dziś pamiętam i umiem to czego nauczyła mnie na matematyce Pani Stepulakowa. Wbrew wszystkiemu, pomimo mojego humanistycznego wykształcenia, wiedza i praktyka, którą zdobyłam podczas zajęć z matematyki bardzo mi się przydaje w życiu codziennym. Gdyby nie Pani Stepulakowa to pewnie dziś niewiele osób umiałby bez kalkulatora wykonać proste dodawanie. W liceum nikt od Pani Stepulakowej nie miał problemów z matematyką, z maturą włącznie.
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.