Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 7 grudnia 2022 imieniny: Agata, Ambroży, Marcin

Reklama

Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Dopełniacz czy biernik czyli o rządzie czasownika

Andrzej Kotyła   
środa, 10 października 2012 09:11

Andrzej KotyłaWywołany onegdaj do tablicy przez czytelnika o kryptonimie „krytyk”, podejmuję dość trudny, ale zarazem ciekawy temat z językoznawczego działu fleksja (czytaj: odmiana wyrazów).

Moi uczniowie klasy V wiedzą, że w języku polskim istnieją trzy typy związków wyrazowych:

  • związek zgody, zasadzający się na zgodności form wyrazów w związku tym pozostających, np. „piękna dziewczyna” – ten sam przypadek, rodzaj i liczba,
  • związek przynależności, oparty na przypisaniu nieodmiennego członu określającego (podrzędnego) czasownikowemu członowi określanemu (nadrzędnemu), np. „piszę jasno” – jasno jako przysłówek nie odmienia się, nie można zatem rozpatrywać go w żadnym związku wyrazowym pod względem jakiejkolwiek formy,
  • związek rządu, któremu odcinek niniejszy poświęcam.

Każdy czasownik wymaga, aby określający (dopełniający) go rzeczownik wystąpił w ściśle określonym przypadku. I tak np. dopełniacza wymaga – a w gwarze językoznawczej dopełniaczem rządzi – czasownik „szukać” (kogo?, czego?) – „przyjaciela”, „szczęścia”, itd. Celownikiem rządzi np. czasownik „przyglądać się” (komu?, czemu?) – „dziewczynie”, „budynkowi”, itd. Biernika pragnie nieodparcie czasownik „widzieć” (kogo?, co?) – ucznia”, „samochód”, itd. przy czym w przypadku rzeczowników nieosobowych biernik przeważnie bywa równy mianownikowi. Narzędnika oczekuje czasownik „iść” (z kim?, z czym?) – „z kolegą”, „z bagażem”, itd. Miejscownikiem zaś satysfakcjonuje się czasownik „plotkować” (o kim?, o czym?) „o nauczycielu”, „o wypadku”, itd. 

Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że wiele czasowników ma zdolność rządzenia dwoma a nawet kilkoma przypadkami, a niektóre z nich wykazują tendencję do rządzenia dwoma przypadkami jednocześnie!

W tym momencie zaczyna się najważniejsze: dopełniacz czy biernik?

Apel mojego respondenta brzmi: Panie Andrzeju, proszę „skrobnąć” jakiś tekścik o „wymierających” dopełniaczach, „mordowanych” wszem i wobec przez bierniki. Ja już nie mogę znieść tego nieodróżniania kogo? czego? od kogo? co? Np.: „Potrzebuję papier do drukarki.” Pozdrawiam.

Ja też pozdrawiam i wyjaśniam: Jeśli „potrzebuję”, to biernik, a zatem: „potrzebuję papier” jest jak najbardziej uprawnione aczkolwiek nieco archaiczne. Jeżeli natomiast czasownik ten zaopatrzymy w partykułę przeczącą „nie”, to dopełniacz, więc: „nie potrzebuję papieru”. Mógłbym na tym właściwie poprzestać, ale postanowiłem drążyć zagadnienie.

JEDNAKŻE JEŚLIŚ CZYTELNIKU MIŁY JUŻ SIĘ ZNUŻYŁ, TO RADZĘ W TYM MOMENCIE PRZEJŚĆ DO JAKICHŚ CIEKAWSZYCH TEMATÓW, PONIEWAŻ TEN NAJPRAWDOPODOBNIEJ NIE JEST DLA CIEBIE!!!

Czy mówi się poprawnie: „obecnie robotnicy nie muszą narażać swego życia” czy „swe życie”? Dopełnienie zależy bezpośrednio od czasownika narażać, który rządzi biernikiem, przed nim jednak jest wyrażenie „nie muszą”, powstaje więc wątpliwość, czy nie powinno to wpłynąć na nadanie dopełnieniu formy dopełniacza, a nie biernika. W bezpośrednim odczuciu dopełniacz brzmi lepiej, powie się raczej: „nie muszę narażać życia”. Tak samo w innym zdaniu: „nie ma sensu zatruwać sobie tym całego życia” raczej niż „całe życie”. Natomiast w zdaniu „czy nie powinien porozmawiać z nią, wzbudzić w niej wiarę i wzmocnić nadzieję?” lepszy jest biernik ,,wiarę”, „nadzieję” niż ewentualny dopełniacz. Dopełnienie jest dość daleko od wyrażenia „nie powinien”, jest od tego wyrażenia przedzielone słowami „porozmawiać z nią”, a w dodatku zdanie ma formę pytającą, co osłabia impet przenoszenia wpływu partykuły „nie” na odległe dopełnienie. W ogóle rozszerzanie składni dopełniaczowej z czasowników wprost zaprzeczonych na czasowniki tylko poprzedzone wyrażeniami treści negatywnej odbywa się samorzutnie, przez niekontrolowaną analogię. Zastanowienie się nad budową zdania trochę tę skłonność hamuje.  Jeślibym napisał zdanie: „nikt nie jest zobowiązany znać wymowę wszystkich języków europejskich”, ktoś mógłby zapytać mnie, czy nie lepiej by było napisać: „wymowy” zamiast: „wymowę”. Nie wydaje mi się, żeby to było lepiej. Zdanie można podzielić na grupy logiczne z jednej strony „nikt nie jest zobowiązany”, z drugiej – „znać wymowę”. Przerzucanie mechanicznego działania partykuły „nie” przez granicę logiczną dzielącą zdanie na człony nie jest konieczne.

Anegdotki nie będzie, bo się rozgadałem.

Zadanie domowe:

  1. 1.Czytelniku miły, jeśli dobrnąłeś do tego miejsca, przeczytaj powyższy tekst jeszcze raz.
  2. 2.Jakiego człowieka nazywamy spolegliwym? Proszę o krótkie wyjaśnienie na podstawie odczuć własnych.

Post scriptum:

Coś mi się zdaje, że moje wywody „krytykowi” i wielu innym Czytelnikom będą nie w smak. Mam też okrutnie smutną konstatację, iż najprawdopodobniej zwycięży wzmiankowane „bezpośrednie odczucie” (jak u „krytyka”) i rozpowszechnione użycie usankcjonowane obyczajem, który nie zawsze liczy się z regułą.

 

 

Komentarze  

 
#21 i pytanie kończąceeSPe 2012-10-12 22:48
"To jest takie proste jak dwa metry sznurka w kieszeni", czy nie można czegoś takiego potraktować na równi z określeniem "ujemne plusy" , "skomplikowane ale proste"!!!! To coś wnosi nowego do naszego języka, nieprawdaż?
 
 
#22 Nie wnosi!akotyla 2012-10-13 06:22
Zacznę od końca. Niczego nie wnosi, proszę Pana, poza „bezmyślnym bleblaniem”, czego przykładem są Pańskie wpisy. Czym innym jest bowiem zamierzony i świadomie użyty oksymoron, a czym innym wynikające z językowej indolencji nowotwory typu „ujemne plusy”. Jednak, żeby to zrozumieć, trzeba czasem otrzeć się o szkołę i tu wracam do poprzedniego wpisu, ponieważ obraźliwie pisze Pan m. in: „Szkoła nie jest najlepszym warsztatem do trenowania abstrakcyjnego myślenia, tam się tylko wkuwa sztywne regułki.” Tak uogólnione stwierdzenie jest bezdenne w swej nieprawdziwości i świadczy o poddaniu się schematom myślowym oraz stereotypom intelektualnym funkcjonującym w naszym społeczeństwie jak wrzody na zdrowym, pięknym ciele modelki. Jeśli tak Pan myśli, to nic Pan nie wie o szkole. Nie wie Pan przede wszystkim prostej (na pozór – jak się okazuje) prawdy, że szkoły są różne i takie generalizowanie może kogoś krzywdzić.
Nikogo nie strofuję, tylko zwracam uwagę, że rubryka „Aby Jezyk…” powstała po to, aby rozmawiać o języku. Moja uwaga nie jest reprymendą, nie knebluje, nikomu nie odmawia prawa wyrażania poglądów, ale, na Boga!, Panowie! Nie musicie wyrażać swych odkrywczych przekonań wszędzie i na każdy temat.
Na koniec Pańskiego wywodu pojawia się recenzja: „Pana wykład o polskim języku, mimo pełnej profesjonalności, jest mało przekonywujący. Brak w nim życia, brak radości, zimny uniwersytecki tekst…” Mój tekst (a nie wykład) nie miał być radosny i nie jest, nie miał być w pełni profesjonalny a tym bardziej uniwersytecki i taki także nie jest. Chyba mało miał Pan okazji do styczności z tekstami uniwersyteckimi. Jest to tekst popularnonaukowy, a zatem mający na celu popularyzację wiedzy, a raczej pewnych zainteresowań. Zainteresowań językowych. Wyłącznie. W związku z tym wciskanie bałamutnych exemplów o jakimś drugim dnie jest tu co najmniej nie na miejscu. Z panem Zdziarskim w ogóle nie będę polemizował, gdyż jego mentalność jest w tak dalekim stopniu oddalona od mojej, że nie jestem w stanie w żaden dostępny mi sposób ogarnąć jej. Miłego dnia.
 
 
#23 żartobliwie w ostatnich dwóch zdaniach o bezokolicznikuJan Zdziarski 2012-10-13 20:57
ale na wstępie, ku zrozumieniu późniejszego, krótkiego wywodu - podziękowania dla Pana eSPe. Pana tekst jest budujący. Szczerze! Taki facet jak ja, rzuca się na ludzi z pazurami, a tu ktoś, kto, nie dość, że z godnością wytrzymuje, to jeszcze rzekomemu trollowi - trollowania nie zarzuca. Szczere pytanie, szczera odpowiedź, moje indywidualne chamskie wypady, to typowe dla 56 latka męskie menopauzy, starcze złośliwości, brak młodzieńczej weny. Podsumowując - ogólne wkur... + niezadowolenie, kłopoty z kochankami, koledzy oszuści, w pracy brak awansu, lexus się psuje. Jak człowiekowi się nawarstwi tyle problemów, człowiek pada na twarz. Pan Panie eSPe nie rozumie Pana Kotyły, Pan Kotyła nie rozumie mnie w żaden swój dostępny sposób, i znowu można by polemizować, jaki dostępny sposób ogarnięcia kogoś jest właściwy? Życzenie miłego dnia w dzisiejszych czasach jest niewłaściwe, bo nosi znamiona obłudy. Do meritum: Koniugacja (z łac.) – odmiana czasownika przez osoby, czasy, tryby, strony, liczby, aspekty i inne kategorie gramatyczne. Formy czasownikowe, które nie posiadają określonych podanych kategorii. Rozumiejąc Pana eSPe, stwierdzam, że w krainie języka polskiego sam się czuję jak czasownik, który nie posiada określonej kategorii.
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.