Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 1 grudnia 2022 imieniny: Natalia, Blanka, Eligiusz

Reklama

Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

Dziś o przerywnikach

Andrzej Kotyła   
piątek, 07 września 2012 07:17

Andrzej KotyłaOsoby o ubogim zasobie słownictwa oraz legitymujące się niskim poziomem czegoś, co nazywam inteligencją językową, w sytuacji wymagającej wypowiedzenia jakiegokolwiek komunikatu, „ratują się" przerywnikami.

Takich leksykalnych „ratowników" mamy na pęczki – zmienia się tylko moda na ich stosowanie. Moda ta zdeterminowana jest przez różne czynniki – od historycznych, poprzez socjologiczne, aż do politycznych.

Polityk ubiegający się o elekcję lub o reelekcję – dziesięć razy w krótkim przemówieniu wypowie formułkę „Tak naprawdę". W karykaturalnej postaci wyglądałoby to mniej więcej tak: Tak naprawdę, stoimy nad przepaścią. Powinniśmy uczynić zdecydowany krok naprzód, bo tak naprawdę grozi nam katastrofa (zamiennie: masakra – leksem jakże boleśnie nadużywany!). Jestem, tak naprawdę, głęboko przekonany, że program naszego wodza jest słuszny, bo tak naprawdę dotyczy każdego z nas, tak naprawdę może nas uratować przed niechybną klęską, tak naprawdę, tylko jeden, jedyny, ma szansę zyskać zwolenników pośród uciśnionej przez obecny reżim tak naprawdę uczciwie pracującej części społeczeństwa, na którego koszt tak naprawdę żyją rządzący dziś, tak naprawdę krwiopijcy.

Rzeczona formułka, której uciążliwego nadużycia słuchacz (bo rzecz dotyczy języka mówionego), może nawet nie zauważyć, wzmacnia ekspresywność przemowy, argumentację, uwiarygadnia ją, stawia odbiorcę po stronie nadawcy, zjednuje przychylność tego pierwszego dla tego drugiego.

Półinteligenci (czyli niedokończeni inteligenci) nadużywali niegdyś (co ma dzisiaj miejsce rzadziej) formułki – przerywnika: „proszę ciebie".

Mój dziadek zwykł był co czwarte słowo mawiać: „panie" i nawet mnie to nie raziło. Powiem więcej; bez tego „panie" – kierowanego do mnie – wówczas smarkacza – chyba by mi czegoś w barwnych opowieściach dziadka brakowało.

Wielu ratuje się znanym i oklepanym „po prostu" i to niezależnie od statusu i poziomu wykształcenia. Od pewnej lekarki usłyszałem ongiś: Po prostu musi pan stosować leki i zmienić dietę oraz nawyki, bo po prostu skutki pańskiego trybu życia mogą być opłakane. Pan się po prostu zaniedbał, a pańska wątroba po prostu dłużej tego nie zniesie i zejdzie pan – po prostu. Lekarka po prostu (czyli wprost) nie powiedziała mi, na jaką dolegliwość cierpię, a ja się i tak domyśliłem po prostu i po prostu zmieniłem... dietę. Dokładnie.

Ano właśnie: „dokładnie". Przerywnik obecnie tryumfujący, będący „kalką językową" z angielszczyzny, w języku naszych przyjaciół z Londynu – także okrutnie nadużywany. Jeśli pragniemy potwierdzić słuszność słów naszego interlokutora bądź zwyczajnie przymilić się do niego, mówimy: „dokładnie" i po sprawie. Zwalnia nas ten przerywnik z konieczności powtarzania usłyszanych myśli i poglądów, otwiera nam drogę do słuchania biernego. Otóż wystarczy tokującemu rozmówcy co parę chwil wtrącić słowo „dokładnie" i mamy go z głowy. Możemy nawet – podczas jego perory – oddać się rozmyślaniom o jakiejś swojej ulubionej... czynności na przykład.
Od „więc" się zdania nie zaczyna – przestrzega zaokularzona polonistka, a za nią mama, ciocia i wszyscy mądrzy pozostali. Z zasady nie zaczyna się zdania od każdego innego spójnika. Z zasady, a zatem jest furtka dla sytuacji, kiedy taki początek wypowiedzenia zdaje się być dopuszczalny. Obrzydliwie „maltretowany" w środowiskach publicznych, a nawet dziennikarskich jest uniwersalny (czyli do wszelkiego stosowania) spójnik „natomiast". Właściwie wszystko można bezkarnie zacząć od „natomiast" i nikomu to nie wadzi, bo wielu nie pamięta, że jest to spójnik wyraźnie przeciwstawny i co najmniej głupio brzmi chociażby w takim kontekście: natomiast ja się z panem w pełni solidaryzuję i utożsamiam z zaprezentowanym przez pana poglądem. Skoro jest zgoda, to dlaczego natomiast? Taki oksymoron, jak u Pietrka z Wilkowyj, który mawia, że: okropnie mu przyjemnie.

Znam jegomościa, który jako przerywnika boleśnie nadużywał rozbudowanej do horrendalnych rozmiarów formuły: „proszę pana, wie pan", co brzmiało w zapisie fonetycznym mniej więcej tak: „pre pana wiepan". To tyle, a teraz – zgodnie z perfidnie zaplanowaną poetyką odcinka „Aby język giętki...", elementy stałe felietoniku.

Anegdotka futurystyczna.

Jest rok 2025 (skończę wówczas 67 lat, jeśli dożyję). Przed parkanem okalającym kościół (niech to będzie np. w Radzyniu Podlaskim, niedaleko Wilkowyj) siedzi siwiuteńki, nieco zarośnięty, ale czysty staruszek w okularach. Trzyma w ręku książkę. Czyta, trzymając nos bardzo blisko kartki. Widać, że jest zaabsorbowany lekturą, ale od czasu do czasu spogląda na stojącą przed nim miseczkę, do której niektórzy przechodnie wrzucają drobne monety. Rzadko trafia się banknot. W pewnym momencie, w zasięgu słabego wzroku zaczytanego dziadunia pojawiają się dwaj krzepcy młodzieńcy – tak gdzieś około dwudziestoparoletni – powiedzmy Henio i Tadek, między którymi wywiązuje się dialog treści następującej:
- Heniu, wrzuć dziadkowi dychę, popatrz, jaką ma wdechową kamizelkę, na pewno z ciucholandu, ale markowa.
- Tadziu, daj spokój, mam na co przeznaczać drobne, nie będę wspierał brakorobów!
- Wrzuć mu, popatrz, jakim bystrym wzrokiem nas ogarnął, chyba poczuł się ździebko urażony.
- Jak chcesz, Tadek, to wrzuć mu nawet stówę, co mnie to obchodzi!
- Heniek! Wrzućmy obaj, i to po pięć dych, przecież to jest nasz polonista z podstawówki!

Praca domowa:

Bardzo proszę miłych Czytelników – pragnących uaktywnić się w naszych językowych igraszkach – o podanie przykładów tzw. przerywników, natrętnych i niepotrzebnych wtrąceń, które czynią nasz język ojczysty ogrodem „z dawna nieplewionym", jak mówi poeta. Co to za poeta? Może ktoś wie?

Post scriptum:

Podczas niedawnego koncertu w Radzyniu Podlaskim Elżbieta Adamiak zastanawiała się, jak brzmiałby rodzaj żeński rzeczownika „bard". Sprawa jest niesłychanie prosta. Wystarczy przyjąć tenże rzeczownik jako podstawę słowotwórczą derywatu (pożądanego wyrazu pochodnego), dodać doń formant przyrostkowy (sufiks) „-ka" jako najbardziej produktywny w tworzeniu polskich form żeńskich i mamy leksykalny efekt, który brzmi: „bardka". Innej możliwości nie widzę.

 

Komentarze  

 
#1 RE: Dziś o przerywnikachyzzum 2012-09-07 08:06
nuda :lol: za mało ekspresyjnie :-x
 
 
#2 co to za badziewie?gustaw75 2012-09-07 11:43
dziadostwo
 
 
#3 głos wołającego na puszczyeSPe 2012-09-07 12:58
Panie Kotyła, należy cenić pańskie zaangażowanie w poprawność i kulturę języka ojczystego, ale jak wspomniałem w tytule, jest to "głos wołającego na puszczy". Język polski, podobnie jak większość języków świata, podlega ewolucji. Ewolucja ta polega na upraszczaniu sposobu komunikacji aż do przesady. Dzieje się to w epoce komputeryzacji oraz rozwoju łączności elektronicznej. Dzisiejsza młodzież nie chce łamie sobie głowy regułami gramatycznymi, stylistycznymi, czy też ortograficznymi. Ona wykształciła swój własny slang, czasami tylko dla nich zrozumiały. Tal właśnie powstają nowe słowa, tak właśnie wygląda język żywy, który się rozwija. Nie możemy być przeciwni jego ewolucji i dostosowywania do dzisiejszych potrzeb. Doba SMS, e-maili, często wymaga tez pewnych wyrzeczeń językowych. Później staje się to codziennością. Przecież Pan nie zaprzeczy, że 100 -300 lat temu, Polacy trochę inny mieli swój własny język???
 
 
#4 kilka przykładów, a jest ich wieleJan Zdziarski 2012-09-07 18:36
Mam nadzieję, że trafionych.1. Te najbardziej znane to: kurde, kurka/trochę to inaczej brzmi, ale dzieci mogą być zainteresowane naszymi igraszkami/,może jeszcze "wuj z nim" /to o koledze, którego nie lubimy/. Espe słusznie zwrócił uwagę na slang młodzieżowy, czyli narka, pochwa, siema /po naszemu "dokładnie tak"/. 2. Nasz poseł jest ikoną umiłowania, bezwzględnie wszystkich ludzi, minister ziemi, która daje chleb, burmistrz - rozwoju miasta. 3. Koszta funkcjonowania basenu, szkół i przedszkola rozłożą na łopatki bystre umysły radnych opozycyjnych. 4. Panie Andrzeju, niezły z Pana facet, i ważne, że mój facet to zrobił to i tamto /to od naszych Pań/ 5. Kultowe wystąpienia naszych radnych przejdą do historii naszego miasta /albo wedrą się jak wodospad Niagara/. Anegdotka ze świata finansów: Rzecz dzieje się w zakładzie pracy znanego amerykańskiego finansisty. Zaraz po dokonaniu czynności czysto estetycznych, tj. wysprzątaniu zakładu - Nieuk mówi do kolegi nieuka: "Czy nasz szef Bill Gates jest w stanie ogarnąć to całe swoje imperium, bo chyba powinniśmy mu doradzić" /inspirację zaczerpnąłem z radzyńskiego podwórka, tj. rozmów starych i średnich Radzyniaków oraz wpisów młodych internautów, którzy chcą zaistnieć za wszelką cenę/. No to dwa tygodnie komentowania mam z głowy.
 
 
#5 Dzięki!akotyla 2012-09-08 05:19
Po czwartym komentarzu odzyskałem wiarę w merytoryczny charakter naszych językowych rozważań, które nie zawsze muszą być ekstremalnie ekspresywne (a nie ekspresyjne, jak błędnie pisze "yzumm"). Wprawdzie nie wszystkie podane przez "j-zdziarski" przykłady są typowymi przerywnikami, ale powrót do meritum cieszy. Dwa pierwsze wpisy próbują natomiast realizować nieudolnie postulat recenzji, którego nie było. Pierwszy z "autorów" nudzi się. Drogi "yzummie" Nie wysilaj się - to dla Ciebie za trudne. Drugi - "gustaw 75" - zdołał się tylko podpisać, a tekstu recenzji nie wkleił. To dobrze, wszak o recenzję nie prosiłem, tylko o przykłady przerywników językowych.
Tekst trzeci, autorstwa "eSPe", utwierdza mnie w przekonaniu, że powinienem dalej "wołać na puszczy", gdyż zawiera dwa rażące błędy - pierwszy - fleksyjny: "dzisiejsza młodzież nie chce łamie sobie...", drugi - polegający na nieprawidłowym odniesieniu dalszej części zdania do podmiotu innego aniżeli użyty. Zdanie, o którym mówię powinno zatem brzmieć: "Ona wykształciła swój własny slang, czasami tylko dla niej zrozumiały".
Zgadzam się, że język nasz - jak każdy - ewoluuje, ale twierdzenie, że się on rozwija to już duża przesada. On się raczej cofa w rozwoju! W dobie komputerów, etc., etc. nie musimy kaleczyć mowy ojczystej - nawet jeśli słusznie dążymy do jej zwięzłości. Pozdrawiam wszystkich Respondentów i Czytelników. Nie mam, niestety, możliwości reagowania na wszystkie wpisy. Proszę zatem raz jeszcze o pisanie "na temat".
 
 
#6 a może inna anegdotkayzzum 2012-09-08 08:03
Mam pan racje nie będę się wysilał. Przyszła mi jednak do głowy anegdotka (wcale nie futurystyczna) Siedzę sobie o 9 rano w radzyńskim parku(jest rok 2012)na ławeczce, dosiada się do mnie dziarski 50-cio latek . Wyjmuje gazetę i czyta. Żeby zagaić rozmowę "rzucam" Pan też na urlopie? Nie nie jestem w drodze do pracy. Po krótkiej wymianie zdań siadam na rower i "w miasto". No cóż kiedyś trzeba wrócić do domu. Na urlopie czas szybko leci jest 14. Wracam najkrótszą drogą przez park. Na tej samej ławeczce siedzi ten sam 50-cio latek. Jako że już znajomy zagajam. Jeszcze pan nie dotarł. A nie ja już jestem po pracy. To gdzie pan pracuje. Jestem nauczycielem j. polskiego
 
 
#7 do eSPekrytyk 2012-09-08 11:41
Włos się jeży na głowie, jak się czyta podobne rzeczy. Czy to oznacza, że zmierzamy do populacji ludzi mówiących: "przyszłem, poszłem, wziełem" - bo tak jest prościej? Ja się na to nie zgadzam i uparcie poprawiam u innych źle akcentowane wyrazy: matematykę, zrobiliśmy, papryka etc.(przeraża mnie najbardziej w ustach prezenterów telewizyjnych) , burzę się i ganię wszystkie: "1 wrzesień" zam. września, "dwutysięczny dwunasty" zam. dwa tysiące dwunasty, ostentacyjnie odwracam wzrok, kiedy słyszę tę przeklętą protezę językową: "tak", np. "Pani Jolu, spotkanie jest o 9.00, tak, proszę przygotować to i to, tak...", dosłownie wysiadam psychicznie, słyszącąc wszystkich "włanczających". Jest tego na kolejny felieton. Podsumowując: dozgonnie dołączam do wołających na pustyni i walczę o piękno i poprawność polszczyzny.
 
 
#8 eSPe do wszystkicheSPe 2012-09-08 13:37
Ani słowem nie wspomniałem, że popieram naszą młodzież, a i dorosłych również, w sposobie wysławiania się, kaleczącym zasady języka polskiego wykształcone przez pokolenia. Natomiast stwierdziłem wyraźnie, że jest jak jest. Wszyscy idą na łatwiznę i mówią, a szczególnie piszą, tak jak jest wygodniej, szybciej, prościej. Nie wszystkim musi się to podobać, ale taka jest prawda. Możemy spierać się o przyczynę, a nie o fakt istnienia problemu. Zasadniczą przyczyną jest brak potrzeby mówienia lub pisania prawidłowo. Tej potrzeby nie wykształcili ani poloniści w szkole ani rodzice w domu. I należy się z tym pogodzić, lub tak organizować lekcje, nie tylko języka polskiego, aby młodzież poczuła potrzebę powrotu do korzeni językowych. Musimy jednak sobie zdać sprawę, że to sami poloniści dali milczącą zgodę na obecne słownictwo występujące na szyldach sklepów, w nazwach firm i wyrobów. To bardzo często też ekonomia i globalizacja interesów gospodarczych zmusza nas, do zastąpienia polskich, ciężkich do wypowiedzenia lub napisania wyrazów, spolszczonym obcojęzycznym wyrażeniem. Później przechodzi to do mowy codziennej. Musicie się smakosze polskiego języka z tym pogodzić. Język, dzieli się obecnie na trzy kategorie, literacki, techniczny i pospolity, a każdy z nich ma swoje prawa i potrzebę istnienia.
Na zakończenie wspomnę tylko, że nie jestem znawcą lub koneserem polskiego języka. Tacy też są.
 
 
#9 przerywnikoski 2012-09-08 18:33
Najpopularniejsze to: właśnie, także (czasami nawet "także to" lub "także tego"), a więc. Mniej cenzuralny, ale bardzo popularny jest ku*wa.
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.