
Komentarze
- Radzyńskie sensacje i żarty na Prima Aprilis!
to dobry pomysł -należałoby przebadać nim poniektóre urzędy. tam to by się dopiero znalazły anomalie...
- emenemsik - Chirurgia wraca do szpitala
Była chirurgia,chirurdzy ratowali zdrowie i życie wielu chorych. W pewnym momencie coś się załamało....
- niepokorny - Dobry miesiąc!
Zbieżność dat przypadkowa. Prawda?
- pioter - Fundusz szwajcarski: #3 EkoMobilny Radzyń – zrówno...
Uf, całe szczęście że to prima aprilis!!!
- svk - Fundusz szwajcarski: #3 EkoMobilny Radzyń – zrówno...
Czas na modernizację stadionu miejskiego w Radzyniu Podlaskim!!! Zadaszoną główną trybunę wraz z szt...
- sportek
Stare dzieje
Wojenna tułaczka Alfonsa Szabrańskiego |
franekdolas55 | |
niedziela, 11 stycznia 2009 01:00 | |
W czerwcu otrzymaliśmy list od brata, w którym opisywał, że jest na froncie i że walczył w bitwie pod Gorlicami (w okolicach Tuchowa). Z dalszej części listu dowiedzieliśmy się, że za swoją odwagę otrzymał awans i został wysłany do 70 Dywizji piechoty (pułku nie pamiętam). Po przeczytaniu listu, matka płakała nocami i modliła się, żeby ojciec i brat nie powystrzelali się nawzajem. Otrzymaliśmy jeszcze kilka listów od brata adresowanych z głębi Rosji. Z ich treści wynikało, że wojska Rosji były pokonane pod Gorlicami i w związku z tym, musieli się cofnąć. W liście otrzymanym we wrześniu czytaliśmy, że brat jest w Rydze i ma się dobrze. W tym samym czasie czekaliśmy na jakieś wiadomości od ojca, ale nic nie dostawaliśmy… Nie wiedzieliśmy co, się z nim stało po tej bitwie, czy żyje i czy naprawdę dostał w pierś. Do sierpnia przez tereny Bedlna przeszły wojska niemieckie oraz austriackie i udały się w kierunku wschodnim. I wtedy zobaczyłem też legiony polskie - po raz pierwszy w życiu widziałem polskie wojsko. Dwa tygodnie później w nocy do domu przyszło kilku żołnierzy. Obudziły mnie krzyki i rozmowy, zza pieca widziałem szare mundury podobne do niemieckich i stojące pod drzwiami karabiny. Mama strasznie się cieszyła i biegała koło tych żołnierzy co mnie zdziwiło i jak wszedłem do izby to zobaczyłem jak ojciec siedzi przy stole z kolegami i pali fajkę, ale tu była ciekawostka, bo nie poznałem ojca na początku - miał wąsy i brodę, a najbardziej mnie zdziwił orzełek na czapce. Co się okazało, ojciec był w legionach i po walkach pod Gorlicami ranny, odesłany do szpitala już nie wrócił do swojej jednostki, tylko poszedł do Legionów i szedł na Lwów. Matka pamiętam mówiła o bracie, że walczył w tej bitwie co ojciec, że teraz jest w Rydze i żeby na niego uważać. Około 5 rano ojciec pożegnał się z nami i poszli do Radzynia, do swojej jednostki. Po 2 tygodniach dostaliśmy list od ojca, że jest w Kowlu, i że staje na front. Dwa dni po tym jak ojciec napisał pojawił się uciekinier od Cara, który służył z moim bratem. Rozmawiał z matką ponad 5 godzin, chciał troszkę jedzenia, bo szedł do domu do Zawieprzyc - nawet zostawił w domu swój mundur i matka dała mu spodnie i koszule brata. Wtedy zabrałem swoją pierwszą w życiu szablę (wisiała na ścianie) - to ta dragona, którą zostawił, reszta jego rzeczy się nie zachowała. Ale to mnie natknęło chyba do tego, że będę żołnierzem (śmieje się pan Alfons). Dowiedziałem się że 4 pułk Legionów, w którym był ojciec, walczy w okolicach Kowla i znowu matka płakała, że mogą się z bratem pozabijać. Do końca września nie było wiadomości ani od ojca, ani od brata... Matka wychodziła z siebie... Pamiętam jak chodziła do Radzynia i wypytywała wojskowych o to, czy nie wiedzą nic o ojcu, a potem pytała o jeńców. Koło 24 października matka została wezwana na stację PKP w Radzyniu. Poszedłem wraz z nią. Na stacji stał pociąg z żołnierzami i jakiś oficer skierował nas do 4 wagonu. Tam miał ktoś na nas czekać, pamiętam ilu cywili było na stacji, ile kwiatów, jakieś kobiety, co nosiły kartofle i mleko żołnierzom. No... niezapomniane przeżycie miny tych ludzi. W wagonie zobaczyłem ojca jak siedzi na skraju wagonu - był już oficerem w II Brygadzie. Pytałem gdzie jadą i czy widział brata. Pamiętam, że ojciec mówił, że jadą do jakiś Maniewicz, Mancewicz, czy jakoś tak... Potem już nie widziałem ojca i nie było od niego wiadomości przez dłuższy czas. W styczniu 1916 roku powiedziałem matce, że chcę do legionów Polskich, i że chcę walczyć wraz z ojcem. Matka nie oponowała, jednak mówiła mi że za młody jestem i że nie wezmą mnie nawet jakbym chciał. Pojechałem wtedy do Radzynia i rozpytywałem o nabór do legionów jakiś żołnierzy. Kazali mi jechać do Lublina, bo tam jest nabór do wojska, niestety nie udało mi się dostać do wojska i wróciłem do domu. W tym czasie na naszych terenach już pojawiało się wojsko carskie i niemieckie na przemian i tak do 1917 roku.
|