Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 7 grudnia 2022 imieniny: Agata, Ambroży, Marcin

Reklama

Rozkład jazdy autobusów Ogłoszenia Imprezy i wydarzenia Ceny paliw

ABY JĘZYK GIĘTKI…

Andrzej Kotyła   
środa, 04 września 2013 06:00

Andrzej KotyłaPowrót z wakacyjnych wojaży dostarczył mi – oprócz interesujących wspomnień – ciekawej propozycji wzięcia udziału w przedsięwzięciu, na które przystałem z ochotą.

Otóż Radzyń Podlaski włącza się do ogólnopolskiej akcji „Narodowego czytania bajek i dzieł scenicznych Aleksandra Fredry”, zainicjowanej przez Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego. W naszym mieście będzie to miało miejsce w sobotę 07 września 2013 r. i w tym fakcie znalazłem stosowny pretekst do zainaugurowania powrotu na łamy ILEDZISIAJ ze swą rubryką ABY JĘZYK…

Na początek anegdotka z życia wzięta:

Kilka lat temu, gdy jeden z mieszkańców naszego grodu nad Białką zasłynął na długość Wisły ze swoich wyczynów, powstał na temat jego dokonań m. in. wierszyk szeroko powielany oraz kolportowany – zwłaszcza po radzyńskich urzędach. Zostałem posądzony o jego autorstwo. Gdy znalazłem się w pewnej instytucji z racji pełnienia w tejże funkcji w Radzie Nadzorczej, Sympatyczne Panie tam zatrudnione stwierdziły bez cienia wątpliwości: Panie Andrzeju, jeśli nie pan to zrobił, to mógł tego dokonać tylko inny polonista, zresztą o całe 10 lat młodszy od pana.

Zaprzeczyłem gwałtownie, stwierdzając, że ani ja, ani wspomniany polonista (z którym zresztą rożni mnie wiele, ale którego fachowość i talent bardzo cenię, co wielokrotnie podkreślałem), nie mogliśmy stworzyć takiego knota, bo znamy się na tym, do czego nas uczelnie przygotowały. Poznałem niebawem prawdziwego autora tego utworu, ale nie o to chodzi w niniejszym felietonie. W czym zatem dzieło – jak mawiają Rosjanie? O tym czytaj, miły Czytaczu w post scriptum, lecz najpierw proponuję Ci próbkę nieudolnego naśladownictwa Aleksandra Fredry w moim wykonaniu.

„ZEMSTA” 

 AKT PIĄTY (dopisany przez amatora)

 SCENA I

REJENT

Niech się dzieje wola nieba

Skoro zgodę czynić trzeba

Ja bym jednak wolał jasno

W pismach zamknąć takie hasło

CZEŚNIK

Jakie hasło? – mocium panie,

Nie wystarczy ci wyznanie

Słowem dane potwierdzone

I toastem zakończone?

REJENT

Nie wystarczy, boś już nieraz

W pole mnie wypuścił gładko

Toteż wiarę daję nierad

Słowu twemu wierzę rzadko,

Bom przekonał się sto razy,

Że twe słowo znaczy mało,

Zatem proszę, bez urazy

Dać pieczęcie by się zdało.

CZEŚNIK

Dać pieczęcie mocim panie

Dać pieczęcie – cymbał żąda!

Wpierw ci bratku sprawię lanie,

Wpierw oglądać swe siniaki

Będziesz, jęcząc – mocium panie

Wiać z mej działki poprzez krzaki!

SCENA II

WACŁAW

Co ja słyszę, co ja słyszę!?

Starzy znowu w spór wstępują!

Rejent zawsze wszystko pisze -

Raptusiewicz go nie ujął

Słowem ani czynem nawet!

Ni toastem – to ciekawe!

KLARA

Ależ skarbie mój ty złoty!

Zrób coś zanim podrą koty.

Jeszcze zdolni bić się przecie,

Nie widziane to na świecie

WACŁAW

Co ja zrobię biedny młody?

Już liczyłem na swe gody,

A tu przyjdzie się zabawić

I problemom czoła stawić

PODSTOLINA

Ja mam pomysł drogie pany

Choć dotychczas tu niechciany

Choć nie zawsze mam ich wiele,

Bom przeważnie chyża w dziele

Dziś wam radzę do wieczoru

Pozbyć się strasznego sporu

Poprzez miłość państwa młodych,

Trochę też dla ich wygody.

Zróbcie sobie w sporze przerwę.

Ja od kłótni was oderwę.

Papkin oto – lew północy.

Już z bukietem ku mnie kroczy

I chce waszej ulżyć męki

Prosi dostać mojej ręki!

SCENA III

PAPKIN

Jestem wdzięczny niesłychanie

Za uprzejme posłuchanie,

Ale to nie moja wina

Jest w mym sercu Podstolina!

Pragnę pojąć ją za żonę

I połączyć dwa majątki

Choć wiadomo – niech ja skonam,

Że są puste nasze kątki.

PODSTOLINA

To mi wcale nie przeszkadza,

Niechże Papkin nie przesadza

Z tym ubóstwem damy radę

więc odradzam tę przesadę.

I swą rękę daję chętnie,

bowiem kocham cię namiętnie!

CZEŚNIK

Co ja słyszę, mocium panie,

Co się jeszcze tutaj stanie?

Czego ja się jeszcze dowiem

Zanim jedno słowo powiem?

REJENT

Ano takie są gwaranta:

Masz Pan, tutaj tego franta

Jeśli zrobim śluby oba,

To mi się zgoda spodoba

Wtedy pisma już nie trzeba,

niech się dzieje wola nieba!

SCENA IV

WACŁAW

Dzięki ojcze za twą łaskę,

W dom prowadzę swoją laskę

Bo gdy ci się coś odmieni

Znów me czoło się zacieni.

CZEŚNIK

Szybciej, szybciej – mocium panie

ja ponawiam swe wołanie:

Niechże będzie dziś wesele!

Równie w sercach, jak i w dziele!

Mocium panie, z nami zgoda!

WSZYSCY

Zgoda, zgoda!

WACŁAW

Tak jest – zgoda!

A Bóg wtedy rękę poda.

 

Zadanie domowe:

Kto się domyśla, kim byli: ów Polonista, ów bohater wiersza i ów „autor” tego wytworu? Uprzedzam, że nie zaprzeczę, ani nie potwierdzę prawdziwości odpowiedzi.

Post scriptum:

Jest w Radzyniu kilku piszących, którzy nigdy nie powinni tego robić. Kiedyś już napisałem, że poetą się jest nie dlatego, że się pisze wiersze, lecz pisze się wiersze, bo się jest poetą. Ja nigdy poetą nie będę, ale przynajmniej wiem np., co to jest strofa, wers, średniówka, sylabizm, sylabotonizm, rytm wiersza, akcentacja, rym dokładny i niedokładny, sonet, limeryk, trop stylistyczny – no i jeszcze parę rzeczy, ale nie mam miejsca, żeby o tym pisać. Mogę jedynie zapewnić, że wspomniany Polonista – jak też inni – także to wiedzą.

 

Komentarze  

 
#1 aby język giętkiw 62 2015-01-03 16:12
dawno już nie czytałem opowieści waćpana piszę takim językiem który nie bardzo może być zrozumiały dla każdego kto nie zna Sienkiewicza bardzo mi się te wywody podobają a zatem proszę o więcej pozdrawiam zapomniałem dodać to do pana Andrzeja
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.