Trzeba wziąć pomysł i dobrze go ugnieść wprawnymi rękami.
Potem warstwa po warstwie, spokojnie nakładać gips - spokojnie, bo pomysł może zniknąć, a czar prysnąć. Jak się już nie rusza można dla smaku przytrzeć szczyptą papieru ściernego, a całość pomalować farbą. To już jak kto chce - wolność i demokracja. No i lakier - na samą górę, delikatną warstewkę - żeby łatwiej potem ścierać kurze. Efekt końcowy jak na załączonych obrazkach. Palce lizać.
Joanna Gadamska nie zdradza sekretów swojej kuchni. Podpowiada jedynie, że gips zamawia z daleka, a tak naprawdę każdy musi odnaleźć swój własny - najlepiej jak ona - metodą prób i błędów.
Nie wie, czy jeszcze ktoś tworzy taką samą techniką jak ona. Tworzy, bo podoba się jej i jej znajomym. I takie dziwne to jej tworzenie. Niby proste, niby takie łatwe, ale kiedy stanie się bliżej, to czuć każdy ruch jej ręki - tu nie ma przypadku. Każda rysa na jej gipsowych obrazach, każda warstwa czemuś służy. Wypiętrza góry, tworzy doliny, załamuje światło. Za każdym razem inaczej.
Prace Joanny Gadamskiej mieliśmy okazję oglądać w piątkowe popołudnie 25 maja. Jeśli macie ochotę zasmakować w jej gipsowym świecie zapraszamy do Galerii "Trzy okna" w pałacu Potockich. Wywiad z autorką znajdziecie tutaj.


























