Przed nami pracowity weekend. Zacznie się jakimś banalnym Portugalia – Niemcy, pewnie obejrzę, głównie po to, żeby jakoś zabić czas oczekiwania na prawdziwe emocje (alternatywą jest chodzenie w kółko i powtarzanie: „w mordę cara, niech się to wreszcie zacznie...”). Potem ciśnienie co chwila w górę: Hiszpania – Polska a w niedzielę od rana: Młodzieżóweczka o 12, pierwsza połówka w Żabikowie (w Żabikowie bywa też druga zwykle, ale tym razem nie...) i o 17.30 Orlęta – Avia. Niech się to wreszcie zacznie.
XXX
Nareszcie mecz, który mnie porwał. Niby 0:0, ale jakie! Komentatorzy coś tam opowiadają o tym, jak ważna była waleczność Szkotów, ale to akurat bzdura. Dziś zapieprzanie 90 minut na maksymalnych obrotach to warunek znalezienia się w ogóle na boisku. Po potomkach Bravehearta to bardziej widać po prostu. A jeszcze pan Kazek Węgrzyn za mikrofonem...
Ani Chorwacja, ani Czechy nie pokazały nic, co by przekonało mnie, że odegrają jakoś rolę w turnieju. Zaskakująco słaba Szwecja, a Słowacy to już całkiem ogórasy. Tym bardziej szkoda.
XXX
Węgry – Francja: łatwa wygrana Francji tak ze 3:0. Portugalia – Niemcy: 1:3. Choć złamanego grosza do bukmachera w sprawie tego meczu bym nie zaniósł.
XXX
No dobra, od tego tematu nie da się uciec. Możemy sobie kombinować, że to już nie jest Hiszpania Iniesty i Xaviego, że poza freakami Primera Division, nazwiska mało komu cokolwiek mówią. Że gorzej, jak ze Słowacją się zagrać nie da. Że może już się głupie pomysły wyczerpały i wreszcie wylosuje się coś sensownego. Ale ja – korzystając z zagwarantowanej Konstytucją wolności wyznania – oświadczam, że nie wierzę.
| « poprzednia | następna » |
|---|


Komentarze
Miało być ordynarny, gdzieś uciekło o .