Ulica Wisznicka była zawsze wizytówką Radzynia.
Podróżnych witały piękne, jednorodzinne domy. I na pierwszy rzut oka wszystko jest niby w porządku. Domostwa stoją w oddali od jezdni, udało się nawet zrobić kawałek ścieżki rowerowej. Ale…
Miasto o nas zapomniało – mówią mieszkańcy. – Mieszkam tu ponad 40 lat, tak samo jak wszyscy płacę podatki, a co mam? Jak jest sucho – są doły. Kiedy popada jest błoto – skarży się nasza Czytelniczka. Od jezdni do słupków to pas drogowy, później do samych płotów i bram to teren miasta. – Nawet tu nie koszą… - dodaje jeden z napotkanych mieszkańców.
Czego chcą? Zakończenia obiecanego chodnika i ścieżki rowerowej. Miasto kawałek wybudowało i koniec. Chcą żeby było bezpieczniej, bo sąsiedztwo z bardzo uczęszczaną krajówką, to proszenie się o tragedię. A wypadków przecież było tu sporo. Pisali, prosili, rozmawiali. Na razie cisza.
– Kiedy na nas kolej? – pytają.
| « poprzednia | następna » |
|---|


Komentarze