Radzyń Podlaski - Nasze miasto z dobrej strony! Mamy 22 października 2014 imieniny: Halki, Filipa, Przybysława

Rozkład jazdy autobusówOgłoszeniaImprezy i wydarzeniaCeny paliw

Na skróty

01

maj

2013

Nie bełkocz, mów!!!

Andrzej Kotyła   

Andrzej KotyłaDykcja (łac. dictio) – sposób mówienia, poprawnego wymawiania wyrazów. Zasadnicza umiejętność w wykonywaniu takich zawodów jak: śpiewak, aktor, prezenter telewizyjny lub radiowy, prawnik, ksiądz, nauczyciel. Ćwiczenie dykcji wymaga znajomości fonetyki.

Tyle definicja encyklopedyczna. I co z tego, kiedy z eteru, z katedry szkolnej, z ambony, ze sceny, z wokandy sądowej, z ulicy i z tramwaju – zewsząd praktycznie – płynie ku nam niezrozumiały bełgot uwarunkowany najczęściej nie wadami natury logopedycznej, a zwykłym, zakorzenionym od pokoleń niedbalstwem językowym?

Anegdotka:

            Kiedyś po mszy rezurekcyjnej moja mocno wówczas niepełnoletnia córcia, która jest dosyć dociekliwa, co bynajmniej nadzwyczajnej pilności nie oznacza, zapytała: tato, co to jest ta „nasza nacudja”? Zrozumiałem, że pytanie wynika z zasłyszanej w pieśni wielkanocnej frazie „…na cud Jonasza…”. Poradziłem sobie i mój autorytet wszystko wiedzącego taty nie ucierpiał. Innym razem – też po mszy padło z ust Paulinki pytanie: tato, co to jest „świętych łupcowanie”? Chodzi o „świętych obcowanie” wymieniane w głoszonym podczas nabożeństwa „credo”. Po udzieleniu odpowiedzi na pytanie, czy „credo” ma coś wspólnego z kredą stosowaną w szkole byłem przekonany, że na jakiś czas zaspokoiłem dociekliwość wścibskiego dzieciaka, gdyż oba nieporozumienia płynęły wprost z wadliwej dykcji przy wymawianiu fraz, o które byłem indagowany. Myliłem się jednak, bo następne pytanie – chociaż nie związane z dykcją – brzmiało: tato, a czy na arce Noego były dinozaury? Odpowiedź mą, godną filozofów, znajdzie cierpliwy Czytelnik się w post scriptum.

             Rzadko kiedy uświadamiamy sobie, że zwłaszcza w wystąpieniach publicznych, które wymagają szczególnej staranności, mówca dysponuje całym szeregiem – nazwijmy to – „instrumentów” – które winien wykorzystać dla podniesienia swej komunikatywności, a przez to skuteczności własnego wystąpienia. Są to m. in.: tempo mówienia, jego głośność, a w szczególności ich stosowne do celu wypowiedzi zróżnicowanie. Takim narzędziem może też być użyta w trafnym miejscu pauza – zawieszenie głosu. Jest nim niewątpliwie dokładne „wykańczanie” wyrazów czyli wyraźna artykulacja końcówek. Wewnątrz wyrazów znajdują się często tzw. zbitki spółgłoskowe, które należy wymawiać ze starannością unikając jednocześnie tzw. hiperpoprawności. Wytrawny mówca poradzi sobie z uproszczeniami grup spółgłoskowych, upodobnieniami, które czyhają na nas można powiedzieć – na każdym kroku językowego działania.

            O tych zjawiskach fonetycznych napisano książki, nie ma zatem sensu zanudzać Czytelnika nadmierną ilością teorii fonetycznych. Podstawy tej dość niegłupiej nauki warto by było jednak poznać – gdy wykonuje się głównie zawody wymagające wystąpień publicznych. Źle odbieramy nauczyciela łamiącego elementarne zasady wymowy ojczystej, drażni nas niezrozumiały (bo sam często mało rozumiejący) lektor liturgii słowa podczas nabożeństwa, nudzi bełgocący polityk – nawet, gdy przemawia nie całkiem głupio. Nie cierpimy bełgocących dziennikarzy, kaznodziejów, poraża nas źle czytający aktor, a to zdało mi się ostatnio usłyszeć w wykonaniu jednego z bardziej znanych przedstawicieli tego zawodu.

             Przypomnijmy zatem kilka wyrazów nieraz błędnie wymawianych: oto zamiast: mruczeć, sterczeć, ktoś, coś, kompot, taboret, toaleta – słyszymy: mruczyć, sterczyć, któś, cóś, komput, taburet, tualeta. W Warszawie spotykamy wymowę muchi, chiba”, chitry, a jednocześnie: rękamy, nogamy. Kto chce uniknąć błędów, niech pisze i wymawia: muchy, chyba, chytry, rękami, nogami.

            W potocznej mowie uchodzi w niektórych wyrazach opuszczanie samogłosek, np. orginalny, uniwerstet, incjatywa – w piśmie i w starannej wymowie zawsze: oryginalny, uniwersytet, inicjatywa. Uchodzi opuszczanie spółgłosek, np. japko, znalaz, uciekszy – w piśmie zawsze: jabłko, znalazł, uciekłszy.

            Można wymawiać: doktor, probować, tłomaczyć, protokoł, żłobek, dziobek, kościołek, mowca, włosie, dwom albo: doktór, próbować, tłumaczyć, protokół, żłóbek, kosciółek. mówca, włósie, dwóm.

            Osobna sprawa to wymowa ą, ę. Przeczytajmy głośno i zupełnie swobodnie takie zestawienia wyrazów:

zęby – benzyna trąba – konserwa

ręce – pensja prąd – konsument

            Słyszymy niejednokrotnie wymowę inną niż pisownia: zemby, rence bęzyna, pęsja – tromba, prond – kąserwa, konsument. Taka swobodna wymowa ę, ą, en, em, on, om jest w określonych wypadkach zupełnie poprawna.

            Nie starajmy się podkreślać ę, ą w wymowie. Piszemy zęby, mąka, widzę trawę, słyszę piosenkę, ale kto by chciał wymawiać przez nos głoski ę, ą, popadnie w śmieszną przesadę. W potocznej wymowie dopuszczalne. Pamiętać jednak należy o jednym z naszych podlasko-lubelskich „grzechów głównych”. Otóż samogłoskę „ą” w wygłosie (na końcu wyrazu) mamy bezwzględny obowiązek wymawiać, natomiast wymawianie w wygłosie „ę” razi hiperpoprawnością, podobnie, jak  tutejsze: u nasz, u wasz, grzebionek i roweryk.

Zadanie domowe:

            Przeczytajcie kilka razy głośno, powoli, wyraźnie, ale bez przesady:

łobuz – obóz, łoś – oś, łóżko – uszko, łania – Ania, Łukasz – ukaż, Płudy – pudy, dłużej – dużej, tłuszcz – tuż, chłód – chód, kłuć – kuć, August – ałun, autor – Bałtyk, paznokieć – łokieć, chrzan – krzątać się, chronić – krosta, szturchnąć – warknąć.Odpowiedzcie też  na pytanie, który z lokalnych mówców posiadł – według was – najlepszą dykcję?

Post scriptum:

            Dinozaury wyginęły zanim Noe wybudował swą arkę. Koniec kropka. Następne pytania wolno ci zadać za tydzień.

 

Komentarze  

 
#1 dzięki Andrzej, dobrze żeś przyszedł :)zbynieks 2013-05-01 10:59
Kościelne pieśni w wiejskich parafiach to rzeczywiście kopalnia fajnych historii na tle uproszczeń fonetycznych. Z sentymentem wspominam swojego stareńkiego proboszcza, który błogosławił "Wymię ojca". Ktoś mi opowiadał o "Panno Najświętsza ino po kolana", "Maryjo jesteśmy z Łodzi" (to ponoć z Apelu Jasnogórskiego) oraz nietypową frazę z Godzinek "Tyś najsłodszego plask w mordę Samsona" zamiast "Tyś najsłodszego plastr miodu Samsona". Myślę, że Pan Bóg takie modlitwy przyjmuje ze szczególną satysfakcją, wszak ponoć osobiście stworzył Ciebie, mnie i hipopotamy. Pozdrawiam. Niech się świeci pirszy maja.
Zbyszek.
 
 
#2 zasłyszanekaga 2013-05-01 14:19
Ja usłyszałam kilka lat temu w czasie kazania na mszy w Boże Narodzenie "pasterze pochlali się nad żłobem" :-) Wspominamy to co święta do dziś.
 
 
#3 "Nacudja"czarna mamba 2013-05-01 14:25
Historia z "Nacudją" jest o mnie. :) Błędy młodości. Był jeszcze "mawianek" - to z klasyka "Na głowie kwietny ma wianek."
 
 
#4 NoeHT 2013-05-01 18:44
No "gdziesz pojęcie" wciskać dziecku farmazony o arce Noego?! W [***] bity ten Noe musiał być, że znał 10 milionów gatunków istot ;p
 

Zaloguj się, aby dodać komentarz. Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się.